10 czerwca 2013

01. I gdy myślę o tobie to tak jakby motyl trzepotał w dłoni uwięziony i ślepy


Pamiętasz, to były urodziny jednej ze znajomych naszej wspólnej znajomej. Zaprosiła nas. Ciebie i mnie. Jaki to los bywa przewrotny. Byliśmy w tym jednym miejscu przez kilka chwil, przez kilka chwil razem, by później zakosztować bolesnego rozdzielenia. Na splątanie naszych ścieżek to w zupełności wystarczyło. Dzielił nas świat, dzieliły nas kilometry, dzielił nas wiek, dzieliła nas cisza.
Zabawne, już wtedy wiedziałem, że nie będę w stanie zapomnieć o tym spojrzeniu zielonych tęczówek; zimnym, jakby czaiła się na jego dnie żądza mordu. Wrażenie to jednak znikało momentalnie z chwilą pojawienia się uśmiechu, który rozpogadzał całe oblicze. To było moje jedyne wspomnienie z tamtego dnia – ten wzrok. Może jeszcze kilka wypowiedzi, że jesteś słaba, że nie nadajesz się dla tego świata. Gdy tylko to wspominaliśmy, wspinałaś się na palce i mocno mnie przytulałaś.


Wymyślę na nowo siebie, wymyślę nas, bo przecież mogłoby tak być.


*


miasto Z., 11 kwietnia 2009r.
Spójrz kochany, cały świat zieleni się nadzieją, czemu my nie możemy usiąść spokojnie w promieniach słońca, milcząc i napawając się swoją obecnością, tak wyczekiwaną po miesiącach nieobecności? Jeszcze moment, a uwierzę, że mi się nie przytrafiłeś, że wszystko sobie po prostu wyobraziłam. Duszne pomieszczenie, opary kawy i papierosów, uskrzydlone słowa, park. Przecież to nie może być prawda, takie historie można spotkać tylko na kartach powieści, takie historie nie przytrafiają się codziennie.

Listy, bo pełne są magii i uroku. Listy, bo słowa w elektronicznych wiadomościach nie mogą być dotknięte, nie pachną papierem. Listy, bo tak lata temu porozumiewali się wielcy tego świata. Uwielbiała je.


*


Dziewczyna stała przy oknie, wpatrując się w zawieszone na hebanowej powierzchni nieba błyskające gwiazdy. Od dawna spędzała późne wieczory na tej czynności, która dawała ukojenie skołatanym nerwom. Był to czas tylko dla niej, czas na przeanalizowanie minionych zdarzeń, pogodzenie się ze swoim położeniem, wybaczenie krzywd, jakich doznała, na spokojne zanurzenie się w odmętach własnych, ukrytych na samym dnie serca, pragnień. Wyciągniętymi, trzęsącymi się palcami zamiast ukochanego dotykała permanentnie powietrza. Ale to nie szkodzi. Krótka, trzyminutowa rozmowa dodała jej siły w oczekiwaniu.


*


Była zlepkiem kilku wierszy, kilkunastu pięknych słów, zapachów, smaków, melodii, z nieobecnym spojrzeniem, przygryzioną wargą, splątanymi brązowymi kosmykami. Zatrzymana w czasie, zawieszona w przestrzeni pomiędzy dwoma miejscowościami. W pociągu z miasta Z. przez miasto W. do miasta K., jakby z duszą na ramieniu i kolejną książką na kolanach. Niezmiennie. Stęskniona pokonywała kolejne kilometry w rytm monotonnych dźwięków i pohukiwań. Jeszcze niedawno taka podróż była nie do pomyślenia, osiągnięcie pełnoletniości stanowiło moment przełomowy; więcej swobody, więcej możliwości. Tak więc jedzie. Kobieta potrzebuje dotulenia, wycałowania, cichego szeptu prosto do ucha zapewniającego o obecności.


*

– Bardzo mi ciebie brakowało, minęło siedem miesięcy – wyszeptała, gdy tylko wysiadła z pociągu na dworcu w mieście K. i znalazła się w bezpiecznych objęciach Piotra. – Średnio sobie radzę bez ciebie.

Ogromnie podobał jej się pomysł, że istnieje gdzieś ktoś, kto jest dla nas stworzony, przeznaczony, już na zawsze. Wymysł zastępów chorobliwych romantyczek, może, ale to bardzo piękna idea. Szli wolno do jego mieszkania, w wielkomiejskim hałasie zanikało echo ich kroków – brutalność wielkich miast; dających anonimowość, jednocześnie zabierających poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Wspinając się schodami na trzecie piętro, Anna nie mogła powstrzymać drżenia dłoni, jednak gdzieś w ukryciu kącików jej ust, błąkał się uśmiech. Rozejrzała się dookoła, gdy przekroczyła próg studenckiego mieszkania. Jej oczom ukazały się beżowe ściany, brązowe meble i lekki nieład. Nic jej nie zaskoczyło, gdyż nawet w myślach nie stworzyła sobie wizji tych kilku pomieszczeń.
Niczego więcej nie potrzebowali. Był on, była ona. W swoich objęciach nie myśleli o otaczającym ich świecie, zapomnieli o troskach i zmartwieniach. Razem byli niezniszczalni, odporni na wszelkie urazy, przynajmniej tak im się wydawało, dlatego usilnie czekali na te ulotne chwile, gdy mogli być znowu razem. 


*


Leżał, wpatrując się w równomiernie unoszący się materiał szarego, niezmiernie szerokiego swetra, w który była ubrana porcelanowa postać Ani. Lekko obejmował dziewczynę w talii, napawając się drobinkami zapachu, osiadłymi na jej długich włosach. Przypominając sobie spędzone razem momenty, nie mógł uwierzyć w tak dziwne zjawisko, jakim wydawała się być ich bezwarunkowa relacja. Przy tej śpiącej młodej kobiecie, mógł być w pełni sobą – czasem najwspanialszym człowiekiem na świecie, innym razem przesączonym obojętnością draniem. Niekiedy zdarzało mu się zrobić coś źle (jak każdemu), jednak jej obecność pomagała mu stać się lepszym człowiekiem. Był dla kogoś ważny, ktoś złożył w jego ręce plątaninę zdarzeń, utkaną z trosk i poświęcenia, dał mu odczuć magię zaufania, jak również rozkosz pełnego zrozumienia i miłość. Zmieniała go, a on nieświadomie ulegał, dostając przy tym zupełną swobodę.


*


Z sekundy na sekundę, zaczęła dostrzegać potrzebę jego ciągłej obecności.

Z minuty na minutę, oddawała w jego ręce skrawki swojej przeszłości, odnajdywała wspólne drogi ich dusz, zacieśniała łączące ich relacje.
Z godziny na godzinę, nie wyobrażała sobie kolejnego dnia bez niego – prawdziwego przyjaciela, miłości jej życia, jedynej osoby, przy której czuła się szczęśliwa.




{*tytuł: Halina Poświatowska}

22 komentarze:

  1. Haśka <3

    Hm, w zasadzie to ten tekst mógłby być prologiem spokojnie, bo nie wnosi zbyt wiele, niestety. Rwana struktura nie ułatwi zrozumienia całości, mam nadzieję, że dalsze części nie będą tak wyglądać, bo na dłuższą metę bardzo ciężko by się to czytało.

    Bardzo podobał mi się list, bardzo klimatyczny, spokojny. Bardzo podoba mi się imię Piotr.
    W poetyckość za to trochę ugodziła ta prozaiczność studenckiego mieszkania i wolności po osiągnięciu pełnoletniości, ale przełknęłam, zakładam, że niezbędne to było do zakreślenia realiów i przygotowania na resztę, która będzie nieco bardziej pragmatyczna (tak strzelam sobie, o).

    Znów ciężko wypowiedzieć się o samej treści, bo jest w gruncie rzeczy króciutka i nie ma w niej niemal nic - kilka ładnych słów, poetycki klimat Poświatowskiej, wizja pięknej miłości, trochę spoglądania na siebie, trochę się sobą zachwycania, jak to zwykle bywa.
    Troszeczkę się, szczerze mówiąc, zawiodłam długością tekstu i jego treściwością. Tyle samo, mniej więcej, wiedziałam po prologu, dostałam tylko imiona, wiek i miasta, cała historia nadal pozostaje dla mnie zagadką, znów muszę czekać na więcej. Szkoda.

    Ale poczekam.
    Pozdrawiam,
    Miękko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko to wynika być może z tego, że lubię takie statyczne ukazania, skupiające się na prezentowanej treści, a nie na wartkiej akcji, wręcz się w nich lubuję. Co do struktury, to muszę przyznać Ci rację, nie ułatwia przeniesienia się tam, nie ułatwia zrozumienia. Natomiast nie będę na siłę upychać nieoczekiwanych zwrotów, dynamiki, dziesiątek postaci, jest to niejako wbrew mojej ideologii pisania, która sama w sobie sprawia mi przyjemność.

      Usuń
    2. Nie mówię nic o akcji czy ilości postaci, to absolutnie wybór twojej wizji i kreacji tekstu i, jeżeli przedstawisz to dobrze, wszystkim będzie się bardzo podobało. Chodziło mi tylko o sposób przekazu i małą ilość informacji w ogóle, ale, jak wspomniałam wcześniej, jeżeli obronisz tekst w takiej formie, no nawet ta forma właśnie przestanie przeszkadzać w odbiorze treści.

      A statyczność też lubię i psychikę jeszcze, rozgrzebywanie się w umysłach bohaterów w powolnym tempie.

      Czyli taka forma będzie praktykowana w całym tekście? Jaką on ma zamiar mieć długość w całości?

      Usuń
    3. Nie wiem jak tekst, ale ja planowałam 6-9 rozdziałów. Statycznie będzie na pewno do końca. Co do innych aspektów formy i stylu możliwe jest, że będą ewoluowały, w końcu nic nie jest stałe.

      Usuń
  2. Romans. Pełną parą. Nie czytuję zazwyczaj takich rzeczy, ale ten rozdział nie był napisany tak, że przewracałam oczami, myśląc "rzygam tęczą". Było bardzo przyjemnie napisane. Cóż tu dużo mówić... Zobaczymy, co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyciągniętymi, trzęsącymi się palcami zamiast ukochanego dotykała permanentnie powietrza. zamieniłabym na "Wyciągniętymi, trzęsącymi się palcami, zamiast ukochanego permanentnie dotykała powietrza". To jedno słowo i jeden przecinek, wiem, ale według mnie coś zmienia.

    Była zlepkiem kilku wierszy, kilkunastu pięknych słów, zapachów, smaków, melodii, z nieobecnym spojrzeniem, przygryzioną wargą, splątanymi brązowymi kosmykami. na "Była zlepkiem kilku wierszy, kilkunastu pięknych słów, zapachów i smaków, melodii, z nieobecnym spojrzeniem, przygryzioną wargą. Plątaniną brązowych włosów." (brzmi dość dziwnie, ale chyba jest okej?...

    Ogromnie podobał jej się pomysł*, że istnieje gdzieś ktoś, kto jest dla nas stworzony, przeznaczony, już na zawsze. *idea, teoria. W każdym bądź razie nie pomysł, nie pasuje mi...

    Skaczesz w czasie to znaczy w pierwszym akapicie jest czas teraźniejszy a w następnych już przeszły, więc już jest dobrze.
    A!, na rodzaj narracji też nie mogłaś się zdecydować ;) Pierwszy akapit - narracja 1. os. a następne już 3. os.

    Miasto "Z." czy "K.". Gdyby było to imię to jeszcze potrafiłabym to zrozumieć... Ale miasto? Po co ten zabieg. Zupełnie bezcelowy...

    Tekst bardzo niespójny choć nie rozprasza. Ale jednak... Brakuje czegoś. Jesteś przecież pisarką, nie możesz liczyć na to, że czytelnik dopowie sobie resztę, bo to przecież ty tworzysz ten świat i to ty chcesz czytelnika w niego wprowadzić..


    Ponarzekałam, mam nadzieję, że mnie za to nie znienawidziłaś.

    Wymyślę na nowo siebie, wymyślę nas, bo przecież mogłoby tak być.
    Zdanie absolutnie bezbłędne; przypominają mi się miliony razy kiedy wyobrażałam sobie jak potoczyło by się moje życie i jaka bym była gdybym poznała tą jedną jedyną osobę.
    Zmieniała go, nieświadomie ulegał jej, dostając przy tym zupełną swobodę.
    Drugi równie genialny fragment!

    Widać w tym fragmencie wrażliwość i... Pokusiłabym się o stwierdzenie, że nawet pragnienie takiego życia nawet jeśli nie jest ono szczęśliwe w całości. Jeśli się mylę - popraw mnie, proszę.
    Widzę również dosyć bogate słownictwo.

    Czytając, przypomniała mi się jedna piosenka. Znasz Snowman - Niezmiennie? :)


    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim doceniam Twoją konstruktywną krytykę, dziękuję, że poświęciłaś trochę czasu temu tekstowi.
      Wydaje mi się, że pierwsza uwaga nie jest zupełnie potrzebna, zresztą tak jak i druga, trzecią też jestem w stanie podważyć. Kolejność wyrazów, hm, zwykle często w moim, bądź co bądź, stylu występuje różnoraka przestawność. Wydaje mi się, że nie jest to błędem, a raczej moim zamysłem. Wiedziałam też, że z tym zdaniem mogą być związane wątpliwości, dlatego miejsce przecinka konsultowałam z, moim zdaniem, kompetentną i obeznaną osobą. Drugie wytknięcie zupełnie mi nie leży, czemu miałabym odrywać uczesanie od reszty opisu, czym kosmyki uchybiają wardze, czy spojrzeniu, a w końcu czym uchybiają samym włosom? Trzecia kwestia, pomysł, idea – są to synonimy, więc wybór należy do mnie, poza tym przy użyciu idei, wystąpiłoby powtórzenie, niezamierzone, jak w innych przypadkach.
      Narracja będzie niejako przeplatana, taki mam zamiar. Co do miast, mnie się tak podoba, uniwersalizuje mi to miejsce akcji.
      A co do mojego życia, to jestem z niego całkowicie zadowolona, nie mam zamiaru niczego zmieniać, jestem szczęśliwa.
      Piosenki nie znam, nie wpisuje się też w kanon moich zainteresowań muzycznych.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Sama nie wiem, co mam napisać, trochę mnie zdziwiła długość tego pierwszego rozdziału. Pozmyślamy imiona bohaterów, nie mogę zaprzeczyć, że ucieszyłam się, że to jednak Polska. Od razu miasto W. skojarzyło mi się z Warszawą, a K. z Krakowem, to chyba najbardziej oczywiste. Mogę jednak się mylić. Jednocześnie zastanawiałam się, dlaczego nie napisałaś całych nazw.
    Co do samego rozdziału, to podobny klimat jak w prologu, w sumie to dobrze, że trzymasz się swojego wyznaczonego stylu.
    No i właśnie, mam w związku z tym pytanie, bo nie tylko przez styl, ale też przez te wszechobecne metafory i minimalizm mam pewne skojarzenia. Nie pisałaś kiedyś jakiegoś opowiadania za czasów Onetu, kilka lat temu? Może mylę Cię z jakąś osobą, ale mam wrażenie, że już gdzieś Ciebie "czytałam". Może też zmieniłaś nick, bo ten nic mi nie mówi ;) Oczywiście nie musisz odpowiadać, ale to skojarzenie jest jak najbardziej pozytywne, dlatego zastanawiam się, czy nie trafiłam na jakąś starą znajomą:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do jednego z miast, masz rację. Jednak nie chciałam podawać całych nazw, żeby nie ograniczy się zbytnio i nie utrudnić procesu tworzenia, a przy tym wszystko zuniwersalizować.

      Pisałam na onecie, cała moja przygoda z blogowaniem zakiełkowała właśnie tam mniej więcej cztery lata temu. Miałam inne nicki, ale nie wiem czy to byłam akurat ja. Niemniej jednak cieszę się, że z Twoimi wspomnieniami łączą się pozytywne odczucia.

      Usuń
    2. W tamtym czasie też działam jeszcze na Onecie, sporo tam czytałam (trochę też pisałam w blogowych "seriach") więc niewykluczone, że któryś z napotkanych przeze mnie blogów był właśnie Twój :)

      Usuń
  5. Brakowało mi Twoich pisadeł. Ania i Piotr, najpospolitsze imiona, ale ile wnoszą. Dzięki temu, dla mnie, tekst jest niesamowicie lekki, jakby płynął na niewzburzonym morzu po zachodzie słońca, co dodaje romantyczności. Mi się podoba pomysł niepisania nazw miejscowości, tym sposobem dałaś nam możliwość ingerencji w tę historię. Każda z nas może sobie wpisać swoje własne miasto, utożsamić się z postaciami, każda na swój oryginalny sposób może być Anią i może wyobrażać sobie, że ma swojego Piotra. Piotra, który jest ostoją, nie jest wyidealizowany, ma swoje wady, jak każdy. I to jest piękne. Pokazujesz świat, gdzie ludzie są po prostu ludźmi, nie jakimiś zmyślonymi tworami rodem z amerykańskich komedii romantycznych, gdzie mamy biedną dziewczynę i super-przystojnego, nie do zdobycia, chłopaka, który dziwnym trafem zakochuje się w niej. Życie takie nie jest, a Ty to idealnie ukazałaś.

    Tyle ode mnie na razie. Dodasz następny, to ja znowu się wypowiem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Och, muszę przyznać, że dalej zaskakujesz. Jest inaczej. Inaczej niż sobie wyobrażałam. Inaczej niż zazwyczaj, jeśli mogę użyć tego określenia. Możesz nie wierzyć, ale dalej pamiętam Twoje poprzednie opowiadanie. Pamiętam kilka scen, minimalistyczne szablony (zupełnie jak teraz) i tamten język. Trochę bardziej poetycki niż obecnie. Nie będę udawać, chciałabym więcej pięknych metafor i epitetów, słów uchwyconych w cudowne zdania, które na boczku zapisuje się w kalendarzu. Albo w sercu. Wiem, że potrafisz, zwykłaś się w nich lubować, jak w wierszach. Ale to nic, to może nawet lepiej, to opowiadanie pozwoli mi odkryć trochę inne oblicze Ciebie.

    "Dzielił nas świat, dzieliły nas kilometry, dzielił nas wiek, dzieliła nas cisza" - jedno z moich ulubionych. Czytałam powoli (kilkakrotnie - właściwie za każdym razem, gdy zachciało mi się Twojego szablonu) i zastanawiam się nad tym wiekiem. Czy ta różnica jest faktycznie znacząca? Myślę sobie, że nie wspomniałaś o tym bez powodu, chociaż kto wie. To pewnie wpływ serialu, który ostatnio mnie pochłania, ale przed oczami staje mi dwójka roześmianych ludzi, gdzie on jest dużo starszy. Nie odpowiadaj teraz, pozwól mi zgłębiać tę historię powoli, stopniowo; po swojemu.

    Urzekł mnie fragment o listach, bardzo. Szczególnie przedostatnie zdanie. Chciałabym móc powiedzieć, że widzę tam siebie (bo faktycznie dostrzegam delikatne przebłyski), gdyby nie fakt, że ostatni list dostałam/wysłałam w podstawówce, kiedy drogą korespondencyjną godziłam się z przyjaciółką (mieszkała kilka ulic dalej). Cóż, jest w tych listach jakaś magia, dlatego bardzo się cieszę, że udało Ci się wpleść do tekstu tego typu przerywniki; to zawsze jakieś urozmaicenie. Możliwe, że na nie będę czekać najbardziej.

    "Była zlepkiem kilku wierszy, kilkunastu pięknych słów, zapachów, smaków, melodii, z nieobecnym spojrzeniem, przygryzioną wargą, splątanymi brązowymi kosmykami." - Chwyciło za serce kilka dni temu i nie puszcza. Tak właściwie mogłabym to sobie ustawić w opisie (tu, na bloggerze), bo to idealne odzwierciedlenie mnie - i pewnie nie tylko.

    Zdziwiła mnie ta Anna i ten Piotr, zdziwiła Polska. Nadal nieswojo się czuję, rozpoznając w tekście ich imiona, ale myślę, że ta "lokalizacja" to dobry pomysł. Dobrze przeczytać o własnym podwórku, kilku miastach mniej czy bardziej znanych. Nie potrafię sprecyzować dokładnie swoich odczuć co do niepełnych nazw miejscowości, chociaż jestem bardziej na "tak". Chodzi o to, że wiedząc, gdzie żyją bohaterowie, jakimi ulicami chodzą, mogłabym wracać myślami do ich historii (gdybym miała okazję pobyć w tym miejscu). Pamiętam opowiadanie, w którym autorka usytuowała akcję w Berlinie, korzystała z map, fotografii pewnych miejsc, by wiernie oddać wszystkie detale. Potem wyjechała tam na studia i mogła podążać ścieżkami swoich bohaterów; to piękne, nie sądzisz?

    Z drugiej strony podoba mi się ta uniwersalność, niczym z "Procesu" Kafki. Jak napisała M., każdy może utożsamiać się z Anną i Piotrem (to chyba najbardziej powszechne polskie imiona). Nazwy miast zapisane w ten sposób jeszcze bardziej to wszystko uogólniają. Poza tym ta historia zdaje być się tak niesamowicie normalna (w pozytywnym sensie) i realistyczna, że bardzo łatwo wyobrazić sobie wszystko i wczuć w role bohaterów.

    Chyba jako jedną z nielicznych cieszy mnie taki zapis tekstu. Owszem, kompozycja fragmentaryczna może być trudna w odbiorze, aczkolwiek uważam, że przez to jeszcze piękniejsza. Jest wiele możliwości związanych z łączeniem poszczególnych scen, a to zawsze mi się podobało. Każdy może poniekąd odczytywać Twoje słowa na swój własny, indywidualny sposób.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie będę Cię oszukiwać - na początku, po pierwszym zapoznaniu się z tekstem, byłam odrobinę rozczarowana. Przede wszystkim - jak pisałam wcześniej - długością postu, ale i szczątkowością informacji, na co już ktoś wcześniej zwrócił uwagę. Chyba zapomniałam, że Twoich tekstów nie powinno się czytać tylko raz - to za mało, by docenić każde słowo, a nawet zwykłą kropkę. Dlatego wracałam tu w wolnej chwili i zatracałam się w ich historii, a właściwie zaledwie początku. Dopiero teraz wiem, dlaczego zdecydowałaś się oddać tak "obrobiony" tekst w nasze ręce - patrząc na to, jak bardzo ambitna jesteś. Rozsmakowałam się. W tych słowach, historii, bohaterach i zwykłych scenach, które wielu z nas zna pewnie z autopsji. Naprawdę mi się podoba i jest mi tu dobrze, jak mało gdzie.

    Na koniec dodam, że jestem absolutnie zakochana w Ani - w tym, jaki i co mówi. To "(...) średnio sobie radzę bez Ciebie" podbiło moje serce. Jest tak urocze, kochane, że mam ochotę ją przytulić. Wyobrażam sobie, jak nieśmiało wyszeptała mu to do ucha. Och!

    Do następnego, moja M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, wydaje mi się, że Twój komentarz jest dłuższy od połowy tego rozdziału, przerażające i dające mi wiele do myślenia. Cieszę się bardzo, że znalazłaś kilka perełek w tym tekście, że troszkę wkradłaś się do ich świata. Podglądanie szablonu bardzo mnie rozbawiło już w wiadomości na twitterze, zdjęcie dla mnie jest bardzo elektryzujące.

      Wiesz, obawiałam się, że wyszłam troszkę z wprawy z metaforami i niemal homeryckimi porównaniami, przerwa była długa. Pewnie tak jest, ale obiecuję, że postaram się ciągle czarować, jak kiedyś.

      Usuń
  8. Ojej, to takie ładne. Kiedyś ktoś niewątpliwie bardziej oczytany niż ja wypowiadał się o jakiejś książce i stwierdził, że czytając ją "doświadcza się niespotykanego upojenia literackiego". Jeśli chodziło mu o zachwycanie się każdą metaforą, kolejnym zdaniem, opisanym uczuciem i wydarzeniem to "doświadczyłam niespotykanego upojenia literackiego", gdy czytałam ten rozdział.
    Zaczęłam śledzić ten blog, jak tylko przeczytałam krótki prolog, mając nadzieję na prześliczne, urocze i poruszające love story i chyba się nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są naprawdę miłe i bardzo zobowiązujące słowa, dziękuję.

      Usuń
  9. Anonimowy3:39 PM

    Na dłuższą metę takie urywane fragmenty faktycznie się nie sprawdzą; po króciuteńkim prologu dostajemy niewiele dłuższy pierwszy rozdział - scenki z życia, nijak na razie łączące się ze sobą. Nie wiem, ku czemu zmierza ta historia i to mnie nieco niepokoi, bo jestem wyznawczynią zasady, że wielorozdziałowy twór powinien zmierzać w konkretnym kierunku, mieć ład i skład. Z drugiej strony czuję chęć pozostania tu. Podoba mi się bardzo Twój styl pisania. Naprawdę świetny, trafia do mnie, taki klimatyczny, wręcz poetycki. Przeprzepiękny.
    Kłaniam się!

    OdpowiedzUsuń
  10. hmm, nie wiem jak zacząć. trudno mi się wypowiedzieć na temat takiej krótkiej części, chociaż może to powinno być lepiej, bo nie muszę rozwodzić się nad długaśnym gigantem.
    zaczynając, podoba mi się forma, że nawiązujesz do pierwszej osoby, a zwłaszcza, że piszesz jako facet. zawsze jakoś wolałam czytać cokolwiek opowiadane przez chłopaka, niż dziewczynę. sama nie wiem czemu. może chyba w jakimś stopniu od tego, że mogłam poznać bardziej co siedzi im w głowie (?).
    idąc dalej, lubię czytać o osobach mieszkających w Polsce. jakoś łatwiej mi sobie to wyobrazić nawet w mieście, którego nie znam albo byłam raz w życiu. no.
    na początku jest napisane, że różnica wieku. ile oni mają lat? o ile jest od niej starszy. albo... może to ona jest starsza? :D chociaż wątpię.
    podoba mi się Twój styl, kiedyś czytałam jakieś Twoje opowiadanie, bodajże; łapacz snów? już nie pamiętam dokładnie tytułu. ale czasem lubie sobie poczytać takie niezobowiązujące historie, nieuwikłane w ciągłe dramaty,szybką akcję i wiesz o co mi chodzi. takie o leniwej akcji, która toczy się swoim tokiem.
    jedyne co mi się nie podoba, to-to, że odcinki są ciutkę za krótkie; nie zdążę się wczuć, a tu już koniec. nie mówię, że mają być kilometrowe kolosy, 6-10 stron. ale tak o 500-700 słów dłuższe. :)
    pozdrawiam i całuję,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do różnicy wieku, to wymyśliłam sobie ok. 7 lat, ale ten szczegół był tylko istotny w chwili poznania, w kolejnych rozdziałach, które będą miały zupełnie inną formę (długość też ulegnie zmianie), będą się też mogły wydać oderwane zupełnie od całości, a bohaterowie będą starsi, różnica zupełnie się zatrze, tak jak w realnym życiu.

      Usuń
  11. O rany. Już mnie masz, Mandally, będę tutaj cały czas i będę komentować i czekać z niecierpliwością na kolejne rozdziały, bo to, jak piszesz jest niesamowite. Nie dość, że szablon jest cudowny, bo kocham taką minimalistyczną grafikę, to jeszcze treść jest po prostu przepiękna. Tak, dokładnie o takie określenie mi chodzi. Masz taki delikatny styl pisania, taki wciągający i niezwykły. Bardzo mi się podoba. Jest niesamowity.
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy9:25 AM

    48 yrs old Staff Accountant III Travus McGeever, hailing from Courtenay enjoys watching movies like Melancholia and Jigsaw puzzles. Took a trip to Archaeological Sites of the Island of Meroe and drives a Mercedes-Benz 38/250 SSK. sprawdz

    OdpowiedzUsuń